Legginsy

Jeszcze pod koniec zimy, z okazji wyjazdu w góry uszyłam sobie spodnie z dzianiny dresowej. Ogólnie potrzebowałam takich wygodnych spodni do celów rekreacyjnych oraz na czas wolny, a w sklepach nie mogłam znaleźć niczego, co szczególnie by mi się spodobało.  Niby odzieży sportowej teraz wszędzie pełno, ale jak przychodzi co do czego i chce się coś kupić, to nagle okazuje się, że sklepy posiadają wszystkie legginsy na jedną melodię i to strasznie prześwitujące… 
Na szczęście brak odpowiednich rzeczy w sklepie to nie problem, gdy umie się szyć i znajdzie się dzianinę dresową w pięknym, niebieskim kolorze. Ogólnie zauważyłam, że w razie wątpliwości, w jakim kolorze uszyć spodnie, to u mnie niebieski albo granatowy sprawdzi się najlepiej. 
Do uszycia legginsów nawet czasu nie trzeba mieć tak dużo, szyje się je bez problemów. Nie ma żadnego suwaka, żadnych zaszewek, są jedynie kieszenie w karczku biodrowym. W pasie miała być guma, ale okazała się zbędna, pasek z materiału trzyma spodnie dobrze.
Zdjęcia, jak widać, nie z teraz, tylko z kwietnia, kiedy jeszcze kwitła mirabela. 

legginsy dresowe

Lamparty

Koniec czerwca postanowiłam uczcić wpisem o jednej z ulubionych sukienek obecnie. Jak tylko zobaczyłam jersey w lamparty w sklepie Nitka Kłębek, to wiedziałam, że uszyje z niego sukienkę kimonową. Jak pomyślałam, tak zrobiłam i nic więcej nie cudakowałam. Był to dzięki temu jeden z najszybciej zrealizowanych projektów dla mnie, jakie kiedykolwiek miałam.
Sukienka powstała na bazie wykroju z Marfy. To ten sam, z którego szyłam mandarynkową bluzkę i czerwoną z rozcięciami. Ogólnie kocham ten model i prawdopodobnie wykorzystam go jeszcze ze 100 razy:) Jest mega wygodny.
Sukienka jest marszczona w pasie za pomocą nici gumowych, dzięki czemu talia jest ładnie podkreślona. Dekolt wykończony jest plisą skośną. Doły i rękawy po prostu podłożyłam.
A na zdjęcia załapał się jeszcze kwitnący jaśmin.

Tiulowa spódnica (przeróbka sukienki)

Biorę od pewnego czasu udział w wyzwaniach modowych grupy Phenomenal Us. Zdążyłam właśnie przygotować stylizację na nadchodzące wydarzenie, które odbędzie się pod hasłem Neo-Gotyk. Temat bardzo mnie zaintrygował, chociaż zastanawiałam się, czy uda mi się stworzyć odpowiednią tematyczną stylizację z ubrań, które posiadam. Miałam jednak trochę czasu wolnego i mogłam przymierzyć sporo rzeczy i, ku mojemu zaskoczeniu, stylizacji stworzyłam nawet więcej, niż tylko jedną. Styl ogólnie bardzo mi się spodobał i chyba zacznę się tak nosić:D
A propos tematu, przypomniałam sobie o zdjęciach haftowanej spódnicy tiulowej, które zrobiłam na początku wiosny i aż do tej pory Wam ich nie pokazałam. Zaprezentowałam ją z czarną reszta ubioru, która moim zdaniem również pasuje do tematyki neo gotyk, chociaż może nie tak ostentacyjnie, jak na stylizacjach, które przygotowałam:) 
Spódnica to przeróbka sukienki z sylwestra w teatrze, która prezentowałam tu na blogu wiele lat temu. Była bardzo ładna, ale zrobiła się na mnie zdecydowanie za ciasna, co przy pozbawionym elastyczności materiale sprawiało,  że nie mogłam czuć się w niej komfortowo. A te hafty podobają mi się tak bardzo, że nie chciałam dłużej czekać, żeby może kiedyś ją założyć. Doszłam do wniosku, że bardziej przyda mi się jako spódnica na gumie.

Przeróbka trwała może z godzinę. Obcięłam górę, uszyłam tunel, w który następnie wdałam średniej szerokości gumę. I oto efekty:

tiulowa haftowana spódnica

tiulowa spódnica
spódnica z haftem

6 lat bloga :)

Odkąd prowadzę bloga 26 kwietnia to data dla mnie tak samo ważna jak własne urodziny.  W tym dniu kolejny rok działalności świętuje mój blog, a ja przy okazji razem z nim  🙂 Jestem pod wrażeniem, że udało mi się prowadzić go tyle czasu, zwłaszcza, że pisanie, a jak czas pokazał, ogólne bywanie w mediach społecznościowych i blogosferze lubię mniej od szycia.
Nie zrozumcie mnie tylko źle, bo wiele radości sprawia mi każdy nowy zamieszczony tutaj wpis, a co za tym idzie, nowa praca, stylizacja, albo recenzja. Niezmiennie cieszy mnie, gdy ktoś mojego bloga czyta, a jak zostawia po sobie komentarz, to daje mi tym samym ogromnego kopa motywacji i pokazuje, że warto publikować dalej. Bo tak się składa, że prowadzenie bloga bez odzewu czytelników byłoby trochę mniej fascynującym zajęciem i na znacznie krótszą metę. Także za wsparcie wszystkim Wam serdecznie dziękuję:)
Kiedy zaczynałam moja przygodę z blogiem, byłam na etapie studentki mieszkającej z rodzicami, szyciowej hobbystki i entuzjastki. Minął ledwie rok od jego założenia, a w moim życiu nastąpiła rewolucja i pozmieniało się prawie wszystko. Czasami jak oglądam zdjęcia z początków bloga, widzę niemalże inną osobę. Może nie z wyglądu, ale na pewno kogoś, kto żył inaczej i na pewno w zupełnie innym świecie. Wtedy miałam sporo czasu na pisanie, robienie zdjęć, komentowanie itp. Obecnie priorytety trochę się pozmieniały, a co za tym  idzie, czasem zarządzam inaczej. 
Obecnie mam w sobie większą potrzebę działania, niż pisania o tym. Z szyciem u mnie jest tak, że apetyt rośnie w miarę jedzenia. Zrobiłam kurs zawodowy, realizuję się w nim już nie tylko dla siebie, a nowych projektów mam zawsze w głowie multum. Wolę czas poświęcać na szukanie kolejnych inspiracji, wykrojów, tkanin, wolę ogólnie „siedzieć w pracowni”:). A wolne od szycia preferuję przeznaczać na  rozwijanie dodatkowych zainteresowań, w ten sposób na przykład poznałam uroki występów scenicznych. 
Bloga ogólnie będę prowadzić, bo sporo mu zawdzięczam. Będę jednak robić to zdecydowanie bardziej w swoim tempie i po swojemu, niż kiedyś. W sumie, tego życzyłabym każdemu blogującemu, żeby zamiast ulegać ogólnej presji publikowania jak najwięcej, jak najczęściej i zdobywania jak największych zasięgów za wszelką cenę, po prostu publikował treści ciekawe, wartościowe i „z sercem”.
A skoro to urodziny bloga, to czas na podsumowanie, co przez ostatni rok uszyłam ciekawego. Zapraszam do przeglądu i wspominanie razem ze mną:)

Bardzo mnie cieszy, że blog został założony wiosną. Wtedy zdecydowanie najłatwiej o piękny plener do zdjęć:) Świeża zieleń i kwitnące krzewy zawsze pięknie ozdabiają tło. Ostatni rok blogowy zaczęłam od ukończenia patchworkowej bluzki z resztek bawełny, a zdjęcia zdążyłam zrobić z kwitnącą jabłonią w tle. 
Wiosną ubiegłego roku uszyłam jedną z moich ulubionych bluzek. To bluzka resztkowo-recyklingowa, także w nurt zero waste się wpisałam:) a nosić ja kocham, bo jest bardzo wygodna i uważam, że bardzo pasuje do mnie i do wielu rzeczy, które mam. A w tle mam tym razem biały bez.
Luźne spodnie uszyte z cienkiej tkaniny satynowej powstały na skutek poszukiwań jak najwygodniejszych spodni na upalne lato i ogólnie, coraz większej fascynacji wygodą. Spodnie z tej satyny są jednak bardzo delikatne, w związku z czym okazało się, że są bardziej wyjściowe, niż codzienne.
Sukienka w orientalne wzory ma dla mnie ogromna wartość sentymentalną. Jeszcze rok wcześniej była długą spódnicą, którą postanowiłam przerobić na prostą, wiązaną letnią sukienkę.  Taki fason nigdy nie wychodzi z mody, więc i za kilka lat spokojnie będę mogła ja założyć (o ile nie przytyję za dużo:)) A jak przytyję, sukienka spokojnie odczeka swoje, aż schudnę i też będzie można ją spokojnie nosić. No i kocham jej wzór i kolory:)
Miniony rok nie był szczególnie obfity w nowe prace. Powstało ich znacznie mniej, za to są coraz lepszej jakości, pasujące też i do mnie i do mojego stylu życia. Zawsze lubiłam kicz w modzie, ale ostatnio znacznie częściej daje temu wyraz za pomocą własnej garderoby. Uważam, że dzięki niemu  stylizacja może być bardziej zabawna i oryginalna. Jakbym musiała codziennie ubierać się skromnie i neutralnie, chyba bym się zanudziła. 
Tkanina w ryby i rafę koralową to ogólnie taki kicz, ale szalenie miły dla oka, a letniej sukience dodaje sporo finezji:)
Czerwona bluzę szyłam z myślą o wyjeździe w góry. Na szlakach sprawdziła się średnio (dresówka jest trochę za gruba jak na bardzo aktywny wypoczynek), za to jesienią i zimą nosiłam ją chętnie. Miała być zwyczajna i bez ozdób, ale jak tylko przymierzyłam te dwa kwiatowe hafty, to nie mogłam odpuścić sobie naszycia ich na bluzę:)
Jersey w kotki dostałam na urodziny. Lubię w prezencie dostawać tkaniny i dzianiny, ale tylko pod jednym warunkiem: że sama je sobie najpierw wybiorę. Na urodziny chciałam jakiś zabawny wzór z kotami w roli głównej i wybór padł na jersey w śpiące koty z dresówka.pl.  Uszyłam sobie z niego luźną bluzkę z fantazyjnymi rękawami i mały top, o którym więcej będzie w dalszej części tego wpisu:)
Prace nad haftowaną sukienką z cienkiej tkaniny imitującej jeans trwały dość długo. Zawsze coś spychało ją na dalszy plan, w efekcie jak zaczęłam ją szyć pod koniec lipca, tak ukończyłam jakoś na jesieni. Przynajmniej na nadchodzący letni sezon mam jedną gotową rzecz.
Jesienią uszyłam dopasowane, granatowe dżinsy, które rzecz jasna noszę najczęściej ze wszystkiego, co pokazuję w tym zestawieniu:)
Narzutka z cienkiego jerseyu wiskozowego była kolejną rzeczą ciągle odkładaną na później. Właściwie, póki nie znalazłam taśmy z pomponami, nie za bardzo ostatecznie mi się podobała. A teraz ją wprost uwielbiam:) No i jersey z miekkie. pl nosi się bardzo przyjemnie:)
Oto resztka jerseyu w koty. Było go dostatecznie dużo na taki mały top.
Biała bluzka w bieliźnianym stylu to z kolei przeróbka koszuli nocnej. Dół dodatkowo ozdobiłam delikatną koronką.  Nosi się przyjemnie, zarówno do dżinsów, jak i do spódnic:) Lubie takie rzeczy.

Bluzka w bieliźnianym stylu

Przerwy w pisaniu czasami są potrzebne, ale mają jedną wadę. Po nich bardzo trudno przychodzi stworzenie nowego tekstu. Nad tym, co napisać o białej bluzce w stylu bieliźnianym siedzę już od tygodnia i w końcu postanowiłam napisać cokolwiek, byle ruszyć do przodu i zakończyć ten zbyt długi blogowy przestój. 
Bluzka powstała na fali kilku przeróbek, za które zabrałam się na początku tego roku. Materiał na nią pochodzi z koszuli nocnej, którą założyłam chyba raz i nigdy więcej, bo miała koronkową, prześwitującą górę i nie podobało mi się to za bardzo. Za to dół koszuli był z miękkiej, lejącej się dzianiny, która była w sam raz na małą, luźną bluzeczkę. 
Wykrój pochodzi z gazety Szycie 5/2018, ma numer 25. Zmniejszyłam tylko dekolt, dorzuciłam marszczenie w talii za pomocą gumowych nici i wykończyłam dół za pomocą delikatnej koronki. 
W efekcie wyszła mi bluzka w bieliźnianym stylu, którą bardzo przyjemnie nosi się zarówno pod kardiganem, jak i i żakietem, pasuje do wielu spódnic i chyba z przyjemnością będę nosić ją latem:)

bluzka w bieliźnianym stylu

lace

Kocia bluzka

Podobno dziś mamy dzień kota. Świetna okazja, żeby uczcić to święto pokazując bluzeczkę, którą uszyłam z resztki jerseyu pozostałej po szyciu bluzki w kotki. Zostało go mniej niż metr i to zawsze jest taka długość, którą osoba mająca lekko ponad 1,50 wzrostu może jeszcze wykorzystać na nowe ubranie, albo chociaż pół:)
Z kociej dzianiny uszyłam top bez rękawów, w talii wszyte są 4 rządki gumonitek, co tworzy ładne marszczenie i sprawia, że bluzka podkreśla talię, a jednocześnie pozostaje luźna i bardzo wygodna. To też był trik dla zatuszowania „zbrodni”, jaką była forma trochę za ciasna w biodrach, a że nie chciało mi się wszywać na siłę wstawek, albo robić rozcięć itp. po prostu lekko „podniosłam” dół za pomocą tych marszczeń. Wiem, niezbyt to chwalebne, ale czasem w szyciu rozwiązywanie problemów w prosty sposób to ważna sprawa. I było także informacją, że formę dla bluzki należy przygotować po raz drugi, na moje nowe wymiary.
Kocia bluzka to rzecz, nad którą pracowałam jeszcze na jesieni, ale dopiero teraz udało mi się ją ukończyć, tzn. podkroje pach i dekolt wykończone zostały za pomocą plisy skośnej i igły podwójnej, która po raz pierwszy do czegoś mi się przydała. Bluzka za trochę też mi zresztą się przyda, w końcu u nas już wiosna się robi na całego:) 
A kocia dzianina z dresowka.pl

Narzutka z pomponami

Witam wszystkich po bardzo długiej przerwie jak na warunki tego bloga. Cieszę się, że udało mi się wreszcie zamieścić nowy tekst i że dotyczy on nowej uszytej rzeczy, bo z pustymi rękoma nie byłoby tak fajnie wracać:) Ostatnio potrzebowałam trochę przerwy od social mediów, trochę zmian, za to szycie można powiedzieć, że u mnie było w rozkwicie. Ale może po kolei.
Zacznę od rzeczy, która, wbrew pozorom, była istnym szyciowym rollercoasterem. Jest to krótka narzutka z dzianiny wiskozowej. Wydawała się prosta w uszyciu, podczas pracy nad nią wystąpiły pewne komplikacje, a rezultat był kwestią szczęśliwego przypadku i tylko dzięki niemu wyszła w takiej formie, w jakiej miała być, a nawet bardziej efektownie:)
Narzutkę uszyłam z czerwonej wiskozowej dzianiny, którą zamówiłam w miekkie. Dzianina ta jest bardzo miękka i przyjemna w dotyku, mięsista, a jednocześnie lejąca się. Do noszenia super sprawa, do szycia, niekoniecznie. Najpierw nie do końca trafiłam z formą, bo była robiona przeze mnie z myślą o kardiganie i tu okazała się za luźna i źle się układała. Przez to boki oraz rękawy zostały mocno zwężone. Trochę się obawiałam, że przez ten zabieg narzutka straci na wygodzie, ale na szczęście obecna forma jest bardzo ok:)

Później niezbyt ładnie wyglądały podłożenia. Materiał strasznie rozciągał się przy szyciu, choć  ścieg, docisk stopki i naprężenie nici były dobierane bardzo starannie. Co gorsza, „fale dunaju” nie znikały po uprasowaniu i zdałam sobie sprawę, że tam, gdzie było kilka warstw do przeszycia było po prostu za grubo. Ponieważ nie chciałam ścinać tak bardzo długości, a ślady po szwie były wyraźne, postanowiłam, że ścieg ukryję pod taśma z pomponami, która kiedyś wpadła mi przypadkiem w oko w pasmanterii i tym samym uratowała projekt i moje samopoczucie:) Wyszła ostatecznie trochę narzutka torreadora, ale bardzo fajna.
Chociaż sobie ponarzekałam na szycie, z samej narzutki jestem zadowolona, bo ten materiał naprawdę bardzo przyjemnie się nosi.
Zdjęcia robione, jak widać, jakiś czas temu. Obecnie po śniegu prawie nie ma śladu, można powiedzieć, że wiosna w pełni. Narzutkę prezentuję w wersji folkowej, głównie za sprawą sukienki z haftem, którą uszyłam niby z myślą o lecie, ale w zimowej scenerii bardzo mi się podoba:)

pompony

Pompony w zbliżeniu tak się prezentują. Będą trochę latać na wszystkie strony, ale stwierdziłam, że nie będzie to jakimś dużym problemem. Narzutka zapinana jest haftką.

Dopasowane dżinsy

Tuż przed świętami będą zdjęcia spodni dżinsowych, które na publikację czekają z niecierpliwością już od 2 miesięcy. Wtedy zepsuł mi się aparat, a telefon niestety nie był w stanie ukazać ich ze wszystkimi detalami. Pogoda także zaczęła odmawiać współpracy, gdyż zakończyła się piękna złota jesień i przyszedł czas na typową jesienną szarugę i ciemności. Były też i inne powody niewielkiej blogowej aktywności może też niedługo tutaj o nich napiszę. Bo tak, aparat to nie jedyne, co od pisania odzwyczaiło:)

Stąd spodnie dopiero teraz i posiadają już pewne ślady użytkowania, bo noszę je bardzo często, ale świadczy to tylko o tym, że nosi się je świetnie i są bardzo wygodne.

Wiecie, czym się różnią dżinsy od pozostałych spodni? Poza tkaniną oczywiście:) Otóż według książki, ich cecha charakterystyczną jest brak zaprasowanych linii kantów i odcinany karczek w tyle nogawki, w którym ukryta jest zaszewka modelująca linię bioder i wypukłość pośladków. Taka mała ciekawostka:)
Spodnie zostały uszyte z tkaniny dżinsowej w pięknym, ciemnogranatowym kolorze, którą zamówiłam w sklepie supertkaniny.net. Sklep akurat był w trakcie zmian, więc na przesyłkę czekałam prawie 2 tygodnie. Gdy już do mnie przyjechała, razem z drugim materiałem, o którym pewnie kiedyś tu opowiem, od razu przystąpiłam do krojenia. Dżins kupiony był z myślą o spodniach, także jedynym „problemem” stał się wybór ciekawego wykroju na nie. Tym razem skorzystałam z nowej jak dla mnie gazety, której tytuł to po prostu „Szycie”. Spodobała mi się dopasowana forma i detale.

Zanim zostawię Was ze zdjęciami, skorzystam jeszcze z chwili uwagi i chcę przekazać wszystkim czytelnikom życzenia zdrowych przede wszystkim i radosnych, Świąt Bożego Narodzenia. Ci, którzy chcą odpocząć, niech odpoczną, ci, którym zależy na najpiękniej ozdobionym domu, niech go mają, ci, którym zależy na najbardziej wystrzałowej kreacji, niech nie zapomną jej na zdjęciu uwiecznić:) Krótko mówiąc, niech będzie to czas, kiedy spełnią się Wasze marzenia, a każdy świąteczny dzień zostanie miło zapamiętany. Z takim życzeniem zostawiam was z galerią i do zobaczenia po świętach ❤

spodnie dzinsowe

jeansy

Listopadowe stylizacje

Tym razem stylizacji mało, zaledwie 3, więc podsumowanie będzie bardzo krótkie. Z dobrych wiadomości mam taką, że udało mi się odzyskać aparat i mogę wracać do publikowania wpisów o uszytych rzeczach. Nawet nie wiecie, jak bardzo mnie to cieszy:) Ale póki co, stylizacje listopadowe.
Z okazji 100-lecia odzyskania przez Polskę niepodległości postanowiłam ubrać się w kolory patriotyczne i w ten sposób świętować w domowym zaciszu. Ta stylizacja to taka klasyka z pazurem, żeby nie wyglądać, jakbym szła na apel do szkoły. Sukienka jest czerwona, bluzeczka pod spodem ma falbany i ozdobiłam ją dodatkowo kokardą przy szyi. Do tego, aby nogi nie zmarzły listopadową porą, buty za kolano.

Bluzka: DIY
Sukienka: DIY
Buty: Reserved
Kokarda: DIY

Phenomenal Us i wyzwanie o paryskim szyku. Otóż ja go widzę właśnie w ten sposób. Jest czerń, ale niebanalna. Tutaj zamiast małej czarnej jest bluzka gorsetowa z koronki i spódnica welurowa z falbanami. Do tego kabaretki, buty na obcasie i sznur pereł. Taki zestaw na imprezę w Paryżu w stylu retro:)
Top: n/n
Spódnica: n/n
Naszyjnik: n/n
Kabaretki: Calzedonia
Buty: Prima Moda
Ostatnia uwieczniona stylizacja w listopadzie także powstała na potrzeby wyzwania Phenomenal Us. Tematem była zieleń, jeden z moich ulubionych kolorów, który podoba mi się w absolutnie każdym odcieniu i o każdej porze roku. W tym sezonie podobno jest nawet jednym z najbardziej „hot” kolorów, więc dodatkowo tymczasowo wpisuję się w powszechnie obowiązujące trendy:)

Płaszcz: Orsay
Bluzka: DIY
Spódnica: DIY
Buty: Reserved
Torebka: CCC

Haftowana letnia sukienka jesienna porą

Zazwyczaj gdy sukienki letniej nie skończę szyć w sierpniu, to odkładam ją na półkę i wracam do niej dopiero na początku następnego lata (przykład: sukienka w ryby). Nie widzę potrzeby, aby spieszyć się z ukończeniem czegoś, co w najbliższym czasie mi się nie przyda. Tym razem jednak było inaczej. Większość października była taka ciepła, że z przyjemnością dokończyłam luźną sukienkę z cienkiej bawełny, która była szyta z myślą o komforcie  noszenia w trakcie upalnego lata:) Ogólnie myślałam, że jeszcze ją w tym roku założę.
Tkanina na pierwszy rzut oka wygląda jak dżins, ale jest od niego o wiele cieńsza, delikatniejsza, bardzo lekka i przewiewna. Została zakupiona w Bławatku podczas mojego letniego urlopu w Gdańsku. Przykuła moja uwagę ślicznym, kolorowym haftem, od którego oczu oderwać nie mogłam:)
Praca nad sukienką rozpoczęła się tuż po moim przyjeździe do domu, pod koniec lipca. Wykrój  na nią wzięłam z Burdy 7/2015 #115, przez wzgląd na to, że lubię ten luźny fason, perfekcyjny na upały. Spódnica jest tylko nieco szersza, bo chciałam wykorzystać całą szerokość haftowanej części. Szyło się ja bardzo łatwo, chociaż szybko zauważyłam, że materiał jest bardzo wrażliwy na kontakt z igłą i ślady po pruciu są wyraźne jak na dłoni. Było przy niej więc trochę fastrygowania.

Ogólnie fason sukienki bardzo mi się podobał… do przymiarki. Materiał wydał mi się trochę za mało lejący się i już myślałam, że będzie trzeba zmieniać plany co do ostatecznego wyglądu  góry sukienki. Po namyśle stwierdziłam jednak, że tylko trochę ją zwężę, ale nie chcę zmieniać na zupełnie inną, dopasowaną. Miała być luźna, to będzie:)

Sukienkę dokończyłam też, bo widzę, że do jesiennych i zimowych stylizacji będzie można ja spokojnie nosić. Wiem, że nie wszyscy są fanami noszenia letnich sukienek jesienią i zimą, ale myślę, że jej tkanina, kolorystyka, fason i fakt, że nie odsłania zbyt wiele ciała pozwalają na łączenie jej z jesienna garderobą. Wystarczy tylko założyć do niej jakiś żakiet, kardigan, nawet bluzkę  z rękawem pod spód, botki albo kozaki (lub moje ostatnio ukochane długie, wciągane buty) i wygląda ok.

haftowana sukienka

haftowana sukienka

Długo wahałam się, jak powinnam wykończyć dekolt i podkroje pach. Myślałam przez chwile nad cienką podszewką, ale przez to sukienka byłaby grubsza i mniej odpowiednia na upalny, letni dzień. W końcu na wykończenia wybrałam niezawodną, chociaż trochę żmudną w szyciu lamówkę. 

Największą ozdobą tej sukienki jest kolorowy haft z motywem roślinnym. Zdecydowałam, że będzie on zdobił dół, chociaż przez chwilę myślałam, czy nie powinien być u góry sukienki. Ale, jednak tak jest dobrze:)

I jeszcze dosłownie dwa zdjęcia z ogrodu. Miała być tam cała sesja, ale w dniu robienia zdjęć był silny wiatr i nie dało się zrobić normalnych zdjęć:)